Sylwestrowo o Bollywoodzie i nie tylko. Nowy cykl Nordic Walking

Po ostatnim materiale, w którym opowiedziałam historię naszych polskich emerytów-aktorów w kinie Bollywood, zapytano mnie, czym właściwie jest ta indyjska kinematografia. Okazuje się bowiem, że prawie każdy słyszał o Bollywoodzie – filmowych opowieściach rodem z Indii, nasyconych emocjami, zmysłowymi tańcami, wielowątkową fabułą i trudnymi do wysiedzenia dla europejskiego widza trzema godzinami emisji filmu. Do tego dodać należy nazwiska takich mega gwiazd, jak Amitabh Bachchan, Shah Rukh Khan, Salman Khan czy Aishwaraya Rai-Bachchan, znanych na całym świecie i należących do czołówki kina światowego. W filmach Bollywood, tych zwłaszcza w nurcie tzw. desi, czyli dla Indusów mieszkających za granicą, zakończenie zazwyczaj jest pozytywne. Kto nie oglądał „Czasem słońce, czasem deszcz”, siedząc z garścią chusteczek do ocierania łez czy to wzruszenia czy to śmiechu, albo „Żonę dla zuchwałych”, zachwycającą śmiałym łamaniem, jak na owe czasy odwiecznych konwenansów typowych dla hinduskiego środowiska?

Pierwsze próby zaistnienia filmów indyjskich miały miejsce w Polsce w latach siedemdziesiątych, kiedy to Telewizja Polska emitowała takie znakomite filmy, jak np. Mother India. Potem nastąpiła wieloletnia cisza i dopiero za sprawą Gutek Film do naszego kraju zawitały „kolorowe” filmy Biollywoodu, jakże odmienne od swoich poprzedników. Co się zatem wydarzyło w międzyczasie i co wpłynęło na tę zmianę? Zainteresowanych odsyłam do książki „Bollywood w marketingu międzynarodowym. Fenomen Shah Ruk Khana” wydawnictwa Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

Oczywiście dzisiaj możemy w sklepach kupić wybrane filmy bollywoodzkie z polskim tłumaczeniem i upajać się ich egzotyką, w których bardzo bliski jest nam świat uczuć. Kto pamięta, co się działo całkiem niedawno w 2014 roku, w Warszawie, gdy kręcono film „Kick” w reżyserii Sajida Nadiadwali, w głównej roli z mega gwiazdą Salmanem Khanem? Sławna scena z filmu nagrana została na moście Poniatowskiego, z kórego w nurt Wisły spadał autobus. Och, co za emocje!!! Moja koleżanka, wielka miłośniczka aktora Salmana, od rana czekała przy planie filmowym, w końcu udało jej się spotkać gwiazdora. Wróciła rozemocjonowana i tak roztrzęsiona, że kilka godzin upłynęło, zanim ochłonęła. I małomówna na co dzień dziewczyna, nie mogła przez cały czas przestać opowiadać o swoim idolu. To się nazywa fanka!

Sama także należę do grupy sympatyków kilku gatunków kina Bollywood, szczególnie tego relaksującego, przygotowywanego dla odbiorcy za granicą. Są w nich piękne scenografie, śliczni aktorzy, świetna akcja, ciekawe wątki, dużo doskonałej muzyki. Ostatnie lata na bollywoodzkim horyzoncie ogromne sukcesy odnosi Ranbir Kapoor, wnuczek legendy indyjskiego kina i jednocześnie reżysera Raja Kapoora, wychowany w klanie rodzinnym wielkich gwiazd filmowych. Posiadający niezwykłą osobowowść sceniczną i owo coś, co iskrzy na ekranie, młody Kapoor stał się ulubieńcem wszystkich pokoleń kina Bollywood. Polecam doskonały film z jego udziałem pt. „Rockstar”. Konieczne będą chusteczki! A na rozpoczęcie roku, tak już zupełnie karnawałowo trzeba obejrzeć produkcję z królem Bollywoodu Shah Rukiem Khanem pt. „Happy New Year”! Doskonała zabawa gwarantowana i przy okazji można pooglądać Dubaj i jego najsławniejszy hotel świata. Miłych wrażeń!

SZCZĘŚLIWEGO 2017 ROKU!

 Spotykamy się w Porcie 9 stycznia. A już od nowego roku w dniu 14 stycznia 2017 roku Ola zaprasza Panie i Panów na Nordic Walking po pięknych lasach Józefowa. Koszt 12 zł od jednego spotkania. Hasło: kontynuacja!

 V1.00000

 Rozgrzewające wspomnienie z podróży

Reklamy

Adwent – znaczy przyjście. Paczki świąteczne, wieczór u seniorów. W prezencie – opowieść o polskich emerytach w Bollywood. Życzenia od Marty.

19 i 20 grudnia 2016 roku, Józefów

 Adwent – znaczy przyjście

Całe nasze przygotowywanie do charytatywnej imprezy Gwiazdobranie i Dawanie doskonale odzwierciedla ludzkie odczucia w czasie adwentu. Adwent – znaczy przyjście. W ten czas oczekiwania na narodziny Dzieciątka dobrze jest przypominać o możliwości pomocy innym, słabszym, potrzebującym. Gdy rozejrzymy się wokół, okaże się, że możemy dać z siebie wiele. Dzielimy się więc swoją pracą w postaci wykonanych prezentów, swoją aktywnością w różnych formach, których efektem jest zdobycie funduszy na wsparcie chorych dzieci z Józefowa. Czasami jednak potrzeba czegoś jeszcze innego, naszej uwagi, obecności, poświęcenia naszego czasu drugiemu człowiekowi. Szczególnie człowiekowi staremu, samotnemu, choremu. Prawdziwa starość zaczyna się wtedy, gdy człowiek musi polegać na pomocy innych, gdy choroba uniemożliwi władanie własnym ciałem, gdy niekiedy zmysły odlecą do innej krainy i nagle nie rozpoznaje się własnych dzieci i męża, a godziny nie mają znaczenia. Starość, taka prawdziwa, jest wtedy, gdy zapomina się, że jest na świecie ktoś, komu na nas zależy, że ktoś nas kocha i o nas myśli. Ilu jest takich ludzi w naszym sąsiedztwie? Wyciągnijmy do nich rękę. Posiedźmy z nimi, posłuchajmy ich opowieści o ich sprawach, o ich świecie. Miejmy cierpliwość wysłuchać jednej historii powtarzanej od początku siedem razy. Uściśnijmy słabą dłoń, która chwyta się naszego ramienia w obawie, że za chwilę pójdziemy. Słuchajmy, słuchajmy, słuchajmy. Także i my odwiedziłyśmy dom seniora, niosąc przysmaki domowej roboty, smakołyki, książki i płytę z kolędami. Warto było dla tych spojrzeń, dla radości, która była udziałem starszych osób. To najpiękniejszy adwent. Najpiękniejsze oczekiwanie na Przyjście.

W Porcie

Tylko mały oddech i już szykujemy kolejne wydarzenie. Tym razem szykujemy paczki i prezenty dla seniorów, do których wyruszamy we wtorek. Aż serce raduje, gdy spogląda się na te dary serca koleżanek. Poniedziałkowy wieczór spędziłyśmy głównie na pakowaniu paczuszek dla pensjonariuszy Domu Seniora.

Urocze torebki przyniosła Marysia, pozostałe koleżanki przygotowały różności: książki, czasopisma, krzyżówki, puzzle, długopisy, kosmetyczki, przetwory własnej roboty, czapki, szaliki, słodycze, orzechy, kosmetyczne drobiazgi i wiele innych. Marysia upiekła na tę okazję rogaliki z marmoladą, obiecała także przepis. Spróbowałyśmy – faktycznie – rozpływają się w ustach. Przepis wkrótce!

Kilka koleżanek wzięło udział w badaniu nad oceną dynamiki zmian inwolucyjnych najważniejszych układów i funkcji organizmów osób starszych, przyczyniając się w ten sposób do rozwoju polskiej gerontologii.

 W Domu Seniora

 Właśnie wróciłam ze spotkania w Domu Seniora, miejscu w Józefowie, w którym mieszkają starsi ludzie. Spotkanie było nowym przeżyciem dla naszych seniorów.

Basi, Bożence P. i Asi oraz Danusi i Bożence W. udało się stworzyć rodzinną, ciepłą atmosferę. Szczególnie wzruszające były chwile przy łóżkach osób leżących. Był stół z potrawami przygotowanymi przez koleżanki, pięknie przyozdobiony przygotowanymi przez nas koszyczkami. Prawdziwą kapustkę wigilijną przygotowała Bożenka P., a także kompot domowej roboty z suszu, paszteciki, ciasteczka lukrowane. Seniorzy ze smakiem zajadali się śledzikiem, pyszną szarlotką czy makowcem.

Wielką radość sprawiły książki, puzzle, czasopisma i krzyżówki. Było wspólne śpiewanie kolęd, opowieści o własnym życiu, a potem sympatyczny moment rozdania naszych kolorowych paczuszek z upominkami i łakociami. Trzeba było zobaczyć ożywienie tych ludzi, ich żywiołową radość i autentyczne zadowolenie. Fajnie, że tam byłyśmy.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego niezapomnianego wieczoru.

Święta Bożego Narodzenia

Święta Bożego Narodzenia w polskiej tradycji są czymś niezwykłym. Będąc w ich czasie kiedyś poza krajem miałam okazję gościć przy świątecznym stole ludzi obcych kultur i wyznań. Przeżywali razem z nami, pełni szacunku i zdziwienia, ale też zachwytu dla naszych tradycji, kolęd i polskiej kuchni. To święta bardzo rodzinne i bardzo ciepłe. W całym domu czuje się tę niezwykłą atmosferę. Pięknie wyglądają ozdoby rozwieszone po mieszkaniu, szczególnie te, wykonane własnoręcznie lub przez dzieci bądź wnuki. Cudowną polską tradycją jest pozostawianie przy wigilijnym stole jednego nakrycia dla niespodziewanego podróżnego. Miałam pod rząd trzy razy sytuacje, gdy samotni, bardzo dalecy znajomi wybierali nas na swoją wigilijną rodzinę. To niezwykłe przeżycie. Owo wolne miejsce jest w niektórych domach uznawane za symbol pamięci o zmarłych członkach rodziny.

Najważniejszym elementem stołu wigilijnego jest opłatek wypieczony z pszennej mąki i wody. To w wielu domach także symbol nie tylko Chleba Eucharystycznego, ale znak pojednania między zwaśnionymi. Pod obrusem kładzie się sianko. Na stole powinno się znaleźć dwanaście potraw wigilijnych na pamiątkę dwunastu apostołów z Ostatniej Wieczerzy. Wśród potraw są też potrawy regionalne, przywiezione do centralnej Polski przez naszych przodków, urodzonych i wychowanych w innych częściach kraju, bądź naszych współmałżonków. Czy ktoś z Józefowa wie czym są np. makówki? W pokoju nie zabraknie choinki, symbolizującej nowe życie. Ozdoby zawieszane na drzewku przedstawiają dary dla Narodzonego. Pod choinką nie może zabraknąć żłobka – miniaturki stajenki z figurkami. Nie ma Gwiazdki bez kolęd i pastorałek. Piękne, polskie kolędy, urzekając swoją melodią i tekstami, trafiają prosto do serc słuchaczy. Miło jest, gdy dzieci nauczą się, ot, choćby na flecie kilku kolęd i w ten sposób wzbogacą przebieg wieczoru wigilijnego.

Po wieczerzy pora na rozpakowanie prezentów. Starajmy się także, wspólnie ze wszystkimi domownikami, wszystko przygotować wcześniej tak, aby Święta Bożego Narodzenia spędzić w podniosłej i radosnej atmosferze. Jeśli nie zdążymy uporać się ze wszystkimi porządkami, to zostawmy to na kiedy indziej. Ważne, aby znaleźć czas na pomyślenie o własnym wyglądzie, odświętnej kreacji, wypoczętej twarzy i czasem przeznaczonym na wspólne spędzenie wieczoru z najbliższymi – rodziną i przyjaciółmi. Pozostało już tylko wypatrywanie pierwszej gwiazdki na niebie.

Drogie Czytelniczki Pro Bloga, Drodzy Czytelnicy Pro Bloga,

mam nadzieję, że nasze wpisy i fotografie sprawiły Państwu choć trochę radości. Starałam się w nich zatrzymać ulotne chwile spotkań grupy Pro Kobiet 50 plus z Józefowa. Oczywiście, że owych aktywności było znacznie więcej, niż tylko tych opisanych, ale przecież nie o wszystkim da się pisać, pozostawiamy dla siebie pewien obszar dyskrecji i intymności.

Nasze spotkania, pełne życzliwości, śmiechów, poważnych rozmów, zwykłych pogaduszek są wspaniałym forum dla kobiet, które swoją aktywnością pokazują, jak wiele robiąc dla siebie można równocześnie zrobić dla innych.

Cieszymy się swoją obecnością, liczymy na koleżeńskie wsparcie i pomoc w potrzebie, mamy miejsce, gdzie można przyjść i po prostu wypić szklankę gorącej herbaty.

Życzę zatem z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom Pro Bloga, aby w swoim otoczeniu mogli mieć takie miejsce, jakie udało stworzyć się Pro Kobietom z Józefowa i oby zawsze mogli liczyć na wsparcie przyjaciół.

Wesołych Świąt!

                             Bożena Blogera

 UWAGA! W KLUBIE SPOTYKAMY SIĘ DOPIERO 2 STYCZNIA2017 R.

W świątecznym podarunku dla Czytelniczek i Czytelników naszego Pro bloga dedykuję  opowieść o niezwykłych polskich emerytach, sławnych dzięki udziałowi w filmowych produkcjach największej kinematografii świata potocznie zwanej Bollywood. Niezwykli ludzie, niezwykła przygoda. Zapraszam.

 Polacy w Bollywood

W książce Bollywood w marketingu międzynarodowym. Fenomen Shah Rukh Khana można przeczytać o niezwykłym małżeństwie, państwu Danucie i Andrzeju Gliwiczach, którzy na emeryturze pojechali do Indii i … zostali aktorami Bollywood. Chciałam poznać tych niezwykłych ludzi, których aktywność jest bardzo inspirująca i zachęcająca do podejmowania w życiu działań, pozwalających realizować marzenia w każdym wieku. Zafascynowali mnie swoją ciekawością świata i odwagą w podejmowaniu śmiałych decyzji.

Poszukiwania

Zbierając materiały do tej opowieści okazało się, że wcale nie jest łatwo dotrzeć do informacji na temat polskich aktorów Bollywoodu. Można jedynie znaleźć krótkie materiały prasowe. Na szczęście w internecie, udało mi się odszukać kilka wzmianek o Danucie i Andrzeju Gliwiczach. O tym niezwykłym małżeństwie, które w dojrzałym wieku rozpoczęło przygodę z filmem w Indiach, pierwszy raz usłyszałam w telewizji. Byłam pod olbrzymim wrażeniem ich pomysłu i przygody, która stała się ich udziałem.

W dzisiejszych czasach mody na wieczną młodość, osoby dojrzałe, na emeryturze spychane są poza nawias społeczeństwa. W tym wszechogarniającym szaleństwie informacja o parze polskich emerytów o skromnych dochodach, występujących w Bollywoodzie, jest niezwykła podwójnie. Raz, że sprzeciwia się wykluczeniu społecznemu, dwa, że fascynuje odwagą w realizowaniu w życiu – wydawałoby się –niemożliwych do spełnienia marzeń. Udało mi się także dotrzeć do moich bohaterów i nawiązaliśmy mailowy, bardzo sympatyczny kontakt.

Jak dowiedziałam się od pana Andrzeja Gliwicza, ich droga do Bollywoodu była dziełem zbiegu różnych okoliczności. Pan Andrzej Gliwicz, emerytowany pilot LOT-u, z poczuciem humoru stwierdza, że wyjazd do Indii podyktowany był chęcią spędzenia zimy w nieco cieplejszych warunkach i oszczędzaniem na ogrzewaniu. Fakt posiadania ulgi na bilet na samolot z pewnością pomógł podjąć państwu Gliwiczom decyzję o podróży. Pan Gliwicz jest absolwentem szkoły morskiej z dyplomem nawigatora, opłynął niemal cały świat. Przepracował też dwadzieścia parę lat w Polskich Liniach Lotniczych LOT, z którymi latał m.in. do Indii. Pani Danuta Gliwicz, emerytowana pielęgniarka, w wywiadzie dla TVN powiedziała, że to nie jest tak prosto wyjechać do Indii, że jest to wyjazd, do którego należy się przygotować. Zachęcona przez małżonka pojechała z nim na wycieczkę do Indii i to, co zastała na miejscu – spodobało jej się. Na przełomie 1989 i 1990 roku państwo Gliwiczowie przenieśli się z Warszawy na wieś do Skolankowej Woli na Kielecczyźnie. Stamtąd, z chwilą nastania chłodów, wyruszali do ciepłych Indii.

Przygoda z Bollywood

Historia z największą kinematografią świata rozpoczęła się dla pary Polaków dopiero po kilku ich pobytach w Indiach. Początkowe wyjazdy były wyjazdami turystycznymi, a warunki lokalowe, w których mieszkali nasi rodacy okazały się bardzo skromne, jednak życzliwość mieszkańców i sympatia do Polaków była na tyle duża, że państwo Gliwiczowie zdecydowali się pozostać w wybranym miejscu, w Gokarnie. Dopiero stamtąd wyruszali w dalsze podróże po egzotycznym dla nas kraju.

Podczas swojej drugiej wycieczki do Mumbaju (dawny Bombaj), zatrzymali się w hotelu Salvation Army, prowadzonym przez Armię Zbawienia, do którego – jak się okazuje – zaglądają agenci filmowi, poszukujący statystów z Europy.

Któregoś dnia jakiś agent zaproponował udział w filmie także polskiemu małżeństwu, państwo Gliwiczowie poszli na spotkanie „z ciekawości” i … zostali zaangażowani.

Udział w produkcjach filmowych

Jak podaje Tomasz Krzyżak [1], państwo Gliwiczowie zagrali w kilkunastu bollywoodzkich produkcjach. Byli m.in. osadnikami na Dzikim Zachodzie, pan Andrzej – szwajcarskim sędzią, pani Danuta zaś damą, obserwującą proces nieszczęśliwie zakochanego Hindusa. Wcielali się w role brytyjskich kolonizatorów. W 2001 roku wystąpili w filmie Ajnabee w reż. Abbasa Alibhai Burmawalla i Mastana Alibhai Burmawalla. W 2002 roku zagrali w 23rd March 1931 Shaheed w reż. Guddu Dhanoa. Film opowiada autentyczną historię jednego z najbardziej znanych rewolucjonistów Indii, bojownika o wolność – Bhagata Singha, któremu po śmierci nadano przydomek Shaheed. Państwo Gliwiczowie nie mieli okazji obejrzeć swoich występów na indyjskim ekranie, bo kiedy filmy z ich udziałem wchodzą do kin, oni są już w Polsce, a kiedy jadą do Indii, w kinach króluje już inny repertuar.

Praca na planie

Zdjęcia na planie filmów Bollywood kręcone są także nocą, gdy zelży upał. W wywiadzie udzielonym Tomaszowi Krzyżakowi[2], pan Andrzej Gliwicz mówi o bardzo szybkim tempie realizacji filmów, przy czym ciekawostką jest fakt, że kilka filmów nagrywa się w jednym czasie, co znacznie zmniejsza koszty produkcji.

Gaże za udział w filmie są dość skromne w porównaniu z zarobkami w Polsce, jednak wystarczające na kilka miesięcy spokojnego, skromnego życia w Indiach. Państwo Gliwiczowie wynajmowali sobie za te pieniądze mieszkanie i dowcipnie puentują: Ważne, że przy kręceniu filmu jest darmowe jedzenie. Oglądałam reportaż o pobycie pary emerytów w Indiach. Pani Danuta robiła na drutach, była u miejscowego fryzjera, Pan Andrzej spotykał się z agentami filmowymi. Polacy przystosowali się do indyjskich warunków życia. Będąc w Indiach zwiedzili wiele miejsc.

Relacje z mieszkańcami

W wywiadzie udzielonym Tomaszowi Krzyżakowi, polscy aktorzy Bollywoodu przyznają, że po kilku latach występów w filmie, zdobyli w Indiach przyjaciół, zapraszani byli nawet na rodzinne uroczystości. Mieli też agentkę, która dbała o ich interesy i starała się o role, bo nie chcieli być wyłącznie statystami. Okazuje się bowiem, że w reklamach i jako aktorzy drugiego planu mogli zarobić nieco więcej pieniędzy.

Małżonków dostrzegły także polskie stacje telewizyjne. Pani Danuta była bohaterką programu TVP 2 Poezja łączy ludzi. Sami skromnie uważają, że w Polsce kariery nie zrobimy. Ale Bollywood to wielka przygoda życia. Jednak początki były chwilami zaskakujące. Pani Danuta wspomina[3], że pierwsze odczucia były dość ambiwalentne, z jednej strony pociągało ją to, że czas zatrzymał się w miejscu, ale gdy podchodzili do niej trędowaci i dotykali prosząc o jałmużnę, to była zaskoczona. Dopiero później dowiedziała się, że jest to tak zwany suchy trąd. Z czasem można się wiele nauczyć i doświadczyć.

Obecnie, jak pisał jeszcze niedawno do mnie pan Andrzej, brak już sił na szwędanie się po Indiach, więc głównie odwiedzamy Bombaj lub Delhi, a miejscem pobytu jest Gokarna.

foto2

Piękna przygoda na emeryturze, poznawanie nowych miejsc za niewielkie pieniądze, otwartość na świat i ludzi, udział w największej kinematografii świata, której produkcja samego tylko ośrodka w Mombaju szacowana jest na około 1 200 filmów rocznie!!! Trudne do wyobrażenia. Jednak trzeba zwrócić uwagę na zupełnie odmienne uwarunkowania i oczekiwania społeczne od kinematografii w Indiach. Ale to już zupełnie odrębny temat.

W ostatnim mailu, gdy składałam Państwu Gliwiczom życzenia świąteczne, Pan Andrzej dowcipnie odpowiedział, że zmienili wyjazdy zimowe i aktualnie wyjeżdżają do Łapszanki (Spisz blisko Białki), bo ma skipas na wyciągi Tatra Ski za pięć złotych dziennie. I jak nie być fanką Państwa Gliwiczów?!

(materiał i zdjęcia opublikowane za zgodą bohaterów opowieści)

foto1

 

 

[1] http://www.magazynfamilia.pl/drukuj/Starosc_to_radosc,317,86.html

[2] http://www.magazynfamilia.pl/drukuj/Starosc_to_radosc,317,86.html

[3] Pociąg do Bollywood, film dokumentalny, 2007 reżyseria Mariusz Malinowski

Bożena Blogera

Drogie,

niech każda z Was weźmie sobie ze Świąt Bożego Narodzenia to, co jest jej potrzebne:
Te, które pragną ukojenia – ciszę
Te, które czekają na bliskość – wspólnotę
Te, które wątpią – odwagę wiary
Te, które wierzą – pokorę.
Dobrych Świąt i takiego też Roku 2017 życzy

Marta

Z rekreacyjnym pozdrowieniem,
Marta Gaworska
Wiceprezes ESPAR 50+

Niedzielne świętowanie u Halinki i historia z motylem

To już po raz trzeci Halinka zaprosiła nas na przedświąteczne spotkanie, Wigilię. Po gospodarsku pamiętała o każdym szczególe, przygotowała dla nas cudowny wieczór, na który idzie się z prawdziwą przyjemnością.

Każda z przybyłych pań przygotowała jakiś specjał.

Nadchodzących gości głośno anonsowały ulubieńce Halinki, a po ciężkiej pracy udały się na zasłużony wypoczynek. Spokojnie znosiły gwar i śmiechy.

Halinka postawiła na stół opłatek i żłóbek:

A Jola zaintonowała piękną modlitwę.

m5

Potem składałyśmy sobie serdeczne życzenia.

Nie zabrakło oczywiście łamania się opłatkiem i kolędy.

Cudowny wieczór, gawędziarski, serdeczne rozmowy, ciekawe opowieści, pyszne jedzenie.

Dziękujemy Halinko za serdeczne przyjęcie!

A Mirce przydarzyła się niezwykła historia. Gdy wieszała u siebie w domu palto, z góry sfrunął nagle do niej piękny, kolorowy motyl. Uznał, że dobrze się u niej czuje, więc nie opuszczał jej przez cały wieczór, a to przysiadł sobie na jej ramieniu, a to na dłoni, spacerował po stole, fruwał po kuchni.

motyl-na-dloniDziś Mira miała kolejną niespodziankę. Kiedy na talerzu zostało nieco lukrowanego syropu do placuszków, przyfrunął drugi motyl, który ze smakiem spijał słodki nektar, co Mira uwieczniła na filmiku. Udostępniła nam swoje zdjęcia. Lato w środku zimy w Józefowie!motyl-je

Gwiazdobranie i Dawanie

gw-52-stolik1319

Tak wiele dzieje się wokół nas, że chwilami trudno nadążyć, ale Pro kobiety oczywiście są w stanie sprostać każdemu wyzwaniu, dlatego po kolei.

W piątek, nasze Pro: Grażynka, Krysia, Ewa, Monika, Marzenka i Asia brały udział w turnieju crossmintona, który rozegrano na Warszawiance.

W sobotnie popołudnie w siedzibie Miejskiego Domu Kultury nasze koleżanki aktywnie uczestniczyły w „Świątecznym Tworzeniu międzypokoleniowym warsztacie malowania glinianych bombek. Zaproszonymi gośćmi byli artyści – plastycy, przedstawiciele lokalnych grup oraz wszyscy ci, którzy chcą pomóc i popróbować swoich sił pod okiem instruktorów Małgosi i Grzegorza Kruków. Frekwencja dopisała. Artystyczne wyroby przekazano dla Stowarzyszenia Forum Chrześcijańskiego w Józefowie, którego celem jest pomoc najbiedniejszym rodzinom z terenu Józefowa oraz na lokalną akcję „Gwiazdobranie i Dawanie”. Oto kilka migawek z tego wydarzenia:

W niedzielę nadszedł kulminacyjny moment!

Gwiazdobranie i Dawanie w Józefowie!

Nasza grupa Pro Kobiet 50 plus rozpoczęła ten niezwykły dzień dla Józefowa rozgrzewką przed marszem z kijkami o godzinie 11. Rozgrzewkę poprowadziła nasza Pro – Maja. Gwiazdochody, mimo deszczowej pogody zebrały około 60 oddanych sportowi uczestników. Wielkie brawa!

Mój mąż skomentował ładnie, że przez wiele miesięcy przygotowywałyśmy różne przedmioty, aż wreszcie można je było zobaczyć na żywo – te wszystkie cudowności, owoc naszej pracy. Pięknie prezentowały się na stolikach.

Można było je kupić przy naszym stoliku wystawowym.

Zebrane w ten sposób pieniądze są przekazane organizatorom Gwiazdobrania i Dawania, fundacji opiekującej się chorymi dziećmi w Józefowie. Czy możecie sobie wyobrazić jaką kwotę uzbierałyśmy sprzedając nasze hand made? Otóż, jak podają koleżanki z grupy skrutacyjnej, uzbierało się tego 1 197, 05 złotych! Dzięki uprzejmości organizatorów mamy także dostęp do całości rozliczenia dochodu imprezy:

gid

O niektórych naszych rękodziełach pisałam na blogu, pokazując, w jaki sposób powstają. Różnorodność egzemplarzy naszych prac ręcznych była olbrzymia.

W oświetleniu lamp iskrzyły się kolorami i brokatem. Aż trudno oderwać wzrok od tych śliczności rozłożonych na stolikach.

Koleżanki przygotowywały dekoracje naszego stolika i sprawnie obsługiwały zainteresowanych kupujących.

Przepiękne, kaligrafowane napisy na karteczkach umieszczonych na przedmiotach przygotowała dla nas Basia,

która miała także swoje stanowisko:g2-basia

Trzeba też wspomnieć o licytacji, gw34-aukcjapodczas której której wylicytowano także nasz stolik – ofiarowany przez Mariannę, upiększony przez Monikę, z lampą od Halinki, a zmienioną kolorystycznie przez Asię.

Ale to jeszcze nie koniec! Miałyśmy swoje pięć minut, czyli występ na scenie Gwiazdobrania i Dawania! Na początku, po zapowiedzi, zatańczył nasz zespół Orient Dance:

Po nim, swój taneczny kunszt zaprezentowały koleżanki z Falenicy.  Potem dałyśmy popis ze skeczem „Gdzie Świder płynie z wolna

Trudno oprzeć się chęci pokazania wielu zdjęć, każda z nas dała z siebie wszystko.

Publiczność reagowała bardzo spontanicznie na nasz występ.

Naszemu występowi towarzyszyła cały czas piosenka, którą śpiewałyśmy pełną parą.

Przed występem było trochę tremy.

Dalej  poszło, jak po maśle.

Zaraz po skeczu Ewa śpiewała nasze gadu gadu, a my jej wtórowałyśmy w refrenie g6-skecz

I wisienka na torcie! Recital naszej Pro – Ewy Gapon

przy akompaniamencie Andrzeja Sajdaka

To był bardzo udany wieczór. Warto było przyjść, pooglądać zastawione stoiska, pełne przepięknych wyrobów Józefowiczan. Znakomita, integrująca lokalne środowisko impreza, która jednocześnie pozwoliła zebrać środki finansowe na faktyczną pomoc świadczoną przez fundację na rzecz chorych dzieci z Józefowa. Warto tez pochwalić doskonałą organizację imprezy, przygotowanie przebieralni dla występujących, czy wygospodarowanie w holu przez uczniów goszczącego nas gimnazjum miejsca na szatnię, sprawnie i z uśmiechem obsługiwaną przez młodzież szkolną. Oczywiście, nie zabrakło jedzenia, była nawet prawdziwa grochówka z kociołka. Mieszkańcy Józefowa dopisali. Było tłoczno i gwarno. Świetna impreza. I my, pro kobiety 50 plus także miałyśmy w niej swój znaczący udział!

Kto ma jeszcze ochotę przygotować na świąteczne drzewko rozkoszną zabaweczkę – czapeczkę, zapraszam na króciutki kursik. Potrzebujemy „plasterek” z rolki po papierze toaletowym, nożyczki, włóczkę, twardą podkładkę wielkości szkolnego zeszytu lub zeszyt.

I zaczynamy: 1) wycinamy cienki „plasterek”

2) nawijamy dowolną wełnę na podkładkę z kartonu lub zeszytucz3

3) przecinamy wełnę z obu stron kartonu, otrzymując długie nitki

4) bierzemy do ręki 1 nitkę i składamy na pół, następnie przekładamy pętelkę przez „plasterek” w ten sposób, że do środka wsuwamy nitkę złożoną na pół i okręcamy pasek papieru i następnie ściągamy w dół

5) ściśle zsuwamy wełnę, aż wypełnimy cały okrąg „plasterka”

6) teraz uwaga! Trzymając w górze okrąg, przekładamy palcem do środka okręgu wszystkie nitki, lekko pociągamy za końce

7) uzyskujemy taki oto efekt cz13

8) dodatkową nitką wiążemy dość ścisło, tworząc czapeczkę cz14

9) następnie nożyczkami przycinamy nierówności na pomponku. Czapeczkę możemy zostawić z długą nitką do powieszenia na choince lub gdzie indziej, albo bez nitki, wtedy będzie ozdobą stołu lub biurka. Czapeczki po świętach można wykorzystywać jako osłonki – ogrzewacze do jajek ugotowanych na miękko, gdy czekamy, aż wszyscy domownicy zejdą się na śniadanie.

cz15

Jak zrobić świecznik z kieliszka i pyszne ciasto?

5 grudnia 2016, Józefów

A tymczasem dzień i noc pracujemy nad przygotowaniem prezentów na Gwiazdobranie i Dawanie. Ela M. przygotowała przepiękne przedmioty, przeznaczone do wystawienia na stoliku Pro Kobiet 50 plus.

Oprócz tego szykujemy przetwory własnego wyrobu. Mamy także do zaproponowania komplet hand made in Józefów – słodki różowy komplet – czapka z szalikiem, beczuszkę ceramiczną, płyty z ulubionymi programami telewizyjnymi, książki,  nadmuchiwaną poduszką pod głowę przydatną w każdej podróży i wiele innych.

I jest coś niezwykłego w tych naszych spotkaniach. Niby nic się jeszcze nie dzieje, ktoś przychodzi, coś wyjmuje z torby, ktoś otwiera szafkę, szufladę. Inne panie siadają i powoli na stolikach zaczyna się robić kolorowo od różnych przedmiotów, a po chwili coraz więcej rąk zajętych jest wyczarowywaniem różnych cudowności. Toczą się przy tym rozmowy, słychać śmiechy, czasem rozmowy mają poważniejszy charakter. Tym razem przewodnim motywem niech będzie przygotowanie świecznika świątecznego z kieliszka do wina.

Dla osób, które chcą zdążyć przed Świętami Bożego Narodzenia przygotować łatwą, a jednocześnie bardzo efektowną ozdobę stołu, przygotowałyśmy cykl fotografii ilustrujących kolejność wykonywanych czynności. Zapraszam.

Co potrzebujemy do zrobienia świecznika?

1 kieliszek od wina, kawałek kolorowego papieru (dość grubego), 1 szyszkę, kilka drobiazgów, które zawsze znajdziemy w pudle z ozdobami choinkowymi – tu panuje całkowita dowolność w wyborze elementów, to mogą być kuleczki, piórka, koraliki, owoce itp. Do tego klej. I jedną świeczkę. Kolor dowolny.

  • Z wybranego kawałka ozdobnego, lśniącego, kolorowego papieru wycinamy okrąg wielkości obwodu kieliszka.
  • Malujemy szyszkę na złoty kolor. Na kolorowej stronie wyciętego papieru – kole naklejamy szyszkę i pozwalamy wyschnąć. Ale to mogą być także inne, wybrane przez nas elementy.
  • Smarujemy brzeg kieliszka klejem i trzymamy do wyschnięcia kleimy-brzeg-kieliszka
  • Zostawiamy całość do wyschnięcia. Mocno przyciskamy, ale z wyczuciem, dobrze, gdybyśmy nie zgniotły kieliszka. mocno-trzymamy
  • Świeczkę ustawiamy dopiero, jak wyschnie nam podstawka.ela3

Podczas spotkania nie cichły zachwyty nad reportażem o Halince. Wszystkie byłyśmy zdania, że Halinka wypadła bardzo dobrze. Kto nie oglądał, ma okazję pod tym linkiem: http://vod.tvp.pl/27713892/odc-10

Asia wróciła z Kozienic- mamy nadzieję na relację, jak tylko Asieńka wydobrzeje.

Ada z zadowoleniem opowiadała o pobycie w sanatorium w Truskawcu na Ukrainie, chwaląc warunki pobytu i personel. Nawet deszcz nie przeszkodził naszej Pro w zwiedzaniu Lwowa i innych miejsc.

Jola zaprasza w sobotę o godz. 15 do naszego MOK-u na międzypokoleniowe warsztaty malowania glinianych bombek. Więcej informacji na stronie:

http://www.mokjozefow.pl/index.php/aktualnosci/program-na-biezacy-tydzien/96-mok-jozefow/aktualnosci/imprezy-2016/warsztaty-2016/237-swiateczne-tworzenie  Artystyczne wyroby zostaną przekazane dla Stowarzyszenia Forum Chrześcijańskiego w Józefowie, którego celem jest pomoc najbiedniejszym rodzinom z terenu Józefowa oraz na lokalną akcję Gwiazdobranie i Dawanie.

A tymczasem zegar odmierza czas do mega imprezy w Józefowie, która odbędzie się już w najbliższą niedzielę. To Gwiazdobranie i Dawanie, do którego tak pilnie się przygotowujemy. Przypominamy, że można przyjść na godz. 11 i wziąć udział w rozgrzewce i Gwiazdochodach. Rozgrzewkę poprowadzi nasza Maja. Zapraszamy! Zajrzyjcie na stronę organizatorów i poczytajcie o szczegółach:

http://www.gwiazdobranie.pl/index.php/gwiazdochody-2016/236-gwiazdochody-2016.html

 Grażynka, Krysia, Ewa, Monika, Marzenka i Asia zapraszają na turniej crossmintona, który będzie rozgrywany w sobotę, 10 grudnia br. na Warszawiance od godziny 14. Nasze Pro serdecznie zapraszają na ul. Merliniego 4 w Warszawie (jak dojechać? http://www.wodnypark.com.pl/informacje/jak-dojechac.html).

Leśny ogród

Ogród leśny potrafi być chwilami groźny. W Józefowie rosną piękne, stare sosny. Niestety, z wielu z nich opada kora i drzewa z latami usychają. Bardzo ważna jest więc właściwa pielęgnacja sosen, w tym wycinka uschniętych gałęzi. Czasem jednak i taka profilaktyka zawodzi, bo natura jest silniejsza i nieprzewidywalna. W piątek spadło sporo mokrego śniegu. W dzień zaczął już topnieć. Z drzew spadały połacie śniegu. Zdrowe z wyglądu gałęzie nie wytrzymywały nacisku zbitego śniegu. U mnie konar spadł na ziemię. Na szczęście – z dala od dachów domów. A dopiero wiosną byli fachowcy i czyścili drzewa z suchych gałęzi. Przyroda potrafi zaskoczyć.

konar

Kulinaria

Andrzejkowo i Barbórkowo było w weekend. Nie brak więc okazji do towarzyskich i rodzinnych spotkań. Gdy jest mało czasu, można na prędce upiec łatwy biszkopt warszawski. Ten sprawdzony przez lata przepis zawsze ratuje w sytuacjach nieprzewidzianych gości bądź zbyt małej ilości czasu. Zdążyłam go jeszcze upiec w trakcie podawania obiadu. Szybko wystygnął w chłodnym pomieszczeniu. Biszkopt nie jest suchy, więc nie wymaga nasączania pączem, choć można podawać go i w takiej wersji. Osobiście preferuję przekrojony wzdłuż i posmarowany dżemem własnej roboty. Albo można podać z miseczką powideł do nałożenia na talerzyku. W tym roku polecam galaretkę z ciemnej mirabelki z własnego ogródka. Warto przypomnieć sobie o tej wydajnej śliwce i pysznych, lekko kwaskowych wyrobach. Pychota!

Przepis na biszkopt warszawski:

Sładniki: 4 jajka, 1 szklanka cukru, 1 torebka cukru waniliowego, 1,5 szklanki maki tortowej, 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia, 8 łyżek oleju słonecznikowego, 8 łyżek zimnej wody.

Białka ubić na sztywno, dodać cukier i cukier waniliowy. Do piany dodawać stopniowo żółtka, ciągle ubijając. Wymieszać mąkę z proszkiem, przesiać przez sitko i stopniowo dodawać do piany, mieszając łyżką. Dodać olej i wodę. Ciasto wlać do prodiża. Piec 45 minut w 160- 180˚C. Można posypać cukrem pudrem, udekorować owocami lub marmoladą. Owoce można ułożyć na cieście jeszcze przed pieczeniem. Tak więc, za każdym razem wychodzi nam inne ciasto. Możemy też część zasuszyć pokrojone w drobną kostkę, a następnie podawać z mlekiem na śniadanie.

UWAGA! Jesteśmy już na stronie Miejskiego Ośrodka Kultury w Józefowie. Obejrzyjcie koniecznie:http://www.mokjozefow.pl/index.php/klub-kobiet-pro-50