Nordic Walking w Józefowie

NW01

Zaczęłyśmy dziś małą grupką, ale mam nadzieję, że skończymy sporą gromadą. Piękna pogoda, Świder płynie z wolna, zapach sosen i nie tylko, śmiech, ćwiczenia, marsz, miłe rozmowy – tego wszystkiego możesz i Ty doświadczyć, jeśli tylko w najbliższe soboty przyjdziesz pod Ośrodek Sportu i Rekreacji w Józefowie pod basen kilka minut przed godziną 9 w wygodnych butach i dobrym humorem. Ola da Ci kijki, jeśli nie masz swoich. Udział w zajęciach jest bezpłatny. Możesz wziąć sąsiadów, córkę czy synową. Przyjść sama lub  w towarzystwie. Najważniejsze, żeby przyjść i zrobić coś dobrego dla własnego zdrowia. Zatem do obaczenia w przyszłą sobotę i następne też.

Reklamy

OPOWIEM KINO

Recenzja z filmu Moje miasto Delhi

reżyseria: Bishnu Dev Halder

Na film Moje miasto Delhi szłam z nastawieniem zobaczenia dokumentu o ulicach ogromnego mega-miasta, gwarze, kolorach i zapachach masali. Wiedząc, że będzie to historia o dwóch siostrach przypuszczałam, że obejrzę kolejny obraz o lekko osłodzonym nastroju w stylu klasycznego Bollywood. Początek filmu zaskoczył. Potem było oczekiwanie. W tym momencie z sali wyszła grupa widzów. A potem całkowity zachwyt głębią i mocą przesłania.

Dla Europejczyka, estetyka filmu MMD była chwilami zbyt nużąca, może na początku opowieść toczyła się zbyt rozwlekle, powoli. Miała ona jednak swoje uzasadnienie w budowaniu konstrukcji narastającego napięcia, tworząc bazę dla dokonania porównań. O czym rzecz? Ano o odwiecznej niesprawiedliwości wobec kobiet. O tym, jak bardzo tradycyjne więzy rodzinne, a przez to społeczne są nie tylko ciężarem dla młodego pokolenia, ale pętami, których nie da się rozerwać.

Mówiąc wprost: dwie siostry uciekają z ubogiej wioski do Delhi, gdzie wynajmują skromne lokum, pracują (jedna w sklepie) i są samodzielne. Pozornie jedna z sióstr jest „latawicą” – samodzielnie szuka męża. Z europejskiej perspektywy nic w tym nadzwyczajnego. Jednak zważywszy na realia kraju nakręcenia filmu można dostrzec siłę, odwagę i determinację dziewcząt. Pochodzą z wioski, matka zajmuje się domem, ojciec popija, bracia pracują i niewiele zarabiają. W domu są trzy siostry. Obowiązkiem rodziny (ojca i braci) jest wydać za mąż siostry i to we wsi, wśród swoich. Jednak nie jest to możliwe. Dochody braci pozwalają na uzbieranie posagu jedynie dla jednej z sióstr, pozostałe skazane są na staropanieństwo i tym samym niską pozycję społeczną.

Dziewczęta, pracując w Delhi, pomagają także finansowo rodzinie, np. jedna przesyła pieniądze, kupują najmłodszej siostrze ubrania. Jednak taka sytuacja pogarsza ich status we wsi, gdzie bracia są wyśmiewani za to, że siostry pracują zawodowo, utrzymują się z pracy własnych rąk. Zgodnie z odwieczną tradycją, to bracia, zwłaszcza, że sami pracują,  powinni utrzymywać siostry. Niezrozumiały dysonans dla nas, z europejskiej perspektywy. W tle pobrzmiewają echa gróźb braci o połamaniu nóg i nakazie powrotu sióstr do domu.

Film pokazuje dramat obu dziewcząt. Decydują się sprzeciwić matce i jednak wyjechać do miasta. Młodsza chce wyjść za mąż bez posagu. Pomimo, że podoba się chłopcom, dwóch nawet obdarzyło ją szczerym i głębokim uczuciem, to żaden z nich nie może śnić o małżeństwie: rodzice nie zgodzą się na mezalians. Pęta społeczne uniemożliwiają młodym założenie rodziny z miłości i dokonania samodzielnego wyboru. Komentarzem może być stwierdzenie jednej z sióstr: nawet małżeństwa aranżowane (będące standardem w indyjskiej rzeczywistości) kończą się rozwodem.

Dziewczyna wychodzi za mąż za „pierwszego lepszego”, chorobliwie zazdrosnego, nieszczerego, bijącego po twarzy jeszcze przed ślubem, ograniczającego jej wolność osobistą. Dziewczyna jest tego świadoma, liczy się nawet z tym, że chłopak porzuci ją po ślubie. Pomimo tego, podejmuje ryzyko, bo jest to dla niej jedyna szansa na podniesienie swojego statusu społecznego, jako kobiety. Bycie żoną.

Chłopak po kilku miesiącach zostawia żonę z dzieckiem, żąda rozwodu, unika spotkań i nie poczuwa się do współfinansowania wychowania potomka. Młoda kobieta przeżywa dramat, jednak potrafi w tym piekle logicznie myśleć i jest silna. Chce odesłać dziecko na wieś do rodziny, a sama pracować i łożyć na utrzymanie i wykształcenie syna.

Film kończy się, w chwili, gdy już trzy siostry mieszkają w Delhi, co oznacza, że również dla najmłodszej z nich bracia nie uzbierali wystarczającego posagu.

Film MMD jest filmem mocnym i trudnym. To film ukazujący społeczną, bardzo niską pozycję kobiety w realiach indyjskich. To obraz przepojony dystansem, gdzie historia sióstr jest pretekstem do ukazania ogromu balastu składającego się z tradycyjnie pojmowanych ról w rodzinie i lokalnej społeczności. Współczesność, wkradająca się do indyjskiej codzienności, dzięki mediom i nowoczesnych technologii nie przystaje do powszechnej codzienności. Okazuje się bowiem, że młodzi nie mają prawa wyboru, że muszą podporządkować się układom społecznym, w przeciwnym razie nie mają szans na ułożenie sobie życia. Tradycyjne myślenie wyciąga swoje macki po nich i nie odpuszcza. Zwłaszcza w środowisku wiejskim.

Film dokumentuje próbę wyzwolenia się z pęt tradycyjnych, obowiązujących powszechnie ról społecznych i, pomimo mało radosnego zakończenia z punktu widzenia opowiadanej historii, wnosi element pozytywny. Dziewczyna, zdeterminowana swoją sytuacją życiową, postanawia ją zmienić i dokonuje tego. Pomimo doznanego bólu i pozornej porażki – odnosi zwycięstwo.

Są takie filmy, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Właśnie ten film należy do tych wyjątkowych. Polecam. A może ktoś przyśle na maila (kobietapro50plus@gmail.com) własny opis ulubionego filmu? Zapraszam. Umieścimy na blogu.

 

Lubią naszego bloga!

cropped-pro_znak

To naprawdę niesamowite, jak nasz blog zdobywa sobie coraz szerszą sympatię. A wszystko tylko dlatego, że pokazujemy w nim to, co robimy, czym się pasjonujemy, jak spędzamy wolny czas, jak cenimy przyjaźń i koleżeństwo. Wiem, że tych wartości nikomu nie trzeba tłumaczyć, a świadomość ich rośnie wraz z wiekiem. Dlatego my, ProKobiety 50plus, cenimy sobie nasze spotkania, przebywanie ze sobą, wspólne przedsięwzięcia i aktywności, czy to sportowe czy kulturalne, kulinarne, albo artystyczne.

Jak cenne jest nasze koleżeństwo, możemy doświadczyć także z perspektywy osób czytających bloga. To nasi przyjaciele, rodziny, czy my same, podczas zagranicznych podróży. To miłe, gdy widzimy, jak na bloga zaglądają osoby z USA, Kanady, Niemiec, Holandii, Irlandii, Islandii, Wielkiej Brytanii. Wszędzie tam jesteśmy w sercach naszych czytelników. Pozdrawiamy więc zatem bardzo serdecznie wszystkich naszych sympatyków. Bardzo dziękujemy!