Program Gwiazdobrania i Dawania w Józefowie 10 grudnia

 

Cały program dostępny w tabelce.

Czytaj dalej „Program Gwiazdobrania i Dawania w Józefowie 10 grudnia”

Reklamy

Po zdrowie – nie poddawaj się!

Kiedy Magda po wypadku została unieruchomiona na wiele miesięcy, naturalną koleją rzeczy była rehabilitacja. Niestety, efekty były skromne i wymagały wieloletniej pracy. W piątym roku rehabilitacji Magda przeczytała na drzwiach osiedlowej szkoły ogłoszenie: joga dla osób z problemami kręgosłupa. Pewnie nie poszłaby sama, ale troskliwy mąż i córka pomogli jej dojść na spotkanie. Córka zaproponowała, że także weźmie udział w zajęciach.

Pierwsze wrażenie było mało zachęcające: połowę sali zajmowali siatkarze biegając, krzycząc i głośno odbijając piłkę. Taka jest przecież natura tej żywiołowej gry. Hałas przeszkadzał w skupieniu.

Po drugiej stronie siatki około setka ludzi, młodych, w średnim wieku, dojrzałych i starszych. Zajęcia prowadziła lekarz medycyny z asystentką. Ćwiczenia wydawały się Magdzie nie do wykonania w jej stanie zdrowia, mimo, że były to podstawowe ruchy, jakie pamiętała z zajęć gimnastyki w szkole. Zdecydowała jednak, że nie odpuści. Wszystko przemawiało za tym, aby pojąć trud: blisko domu, dogodna godzina zajęć i nadzieja, że może te dodatkowe zajęcia wspomogą jej rehabilitację i pozwolą rozruszać usztywniony bólem kręgosłup i biodra oraz napięte mięśnie. Po paru spotkaniach zostało w grupie zaledwie kilkunastu uczestników. Magda była jedną z nich.

Prowadząca zajęcia znalazła przytulną salkę i rozpoczęły się zajęcia z poznawania możliwości własnego ciała i umysłu. Leniwie sącząca się muzyka wspomagała proces wchodzenia w określone pozycje. Nauczycielka zalecała spokój, rozluźnienie, cierpliwość i nieustawanie w ćwiczeniach.

Już po trzech miesiącach pracy Magda dosięgała rękoma kolan, mogła schylić głowę i lekko przekręcić ją w bok. Lekarz chwalił postępy Magdy i zachęcał do dalszego wysiłku. Postanowiła, że dzięki ćwiczeniom uda jej się pokonać ból i będzie samodzielnie wchodziła po schodach. Bardzo ambitne zadanie, wymagające ogromnego samozaparcia i cierpliwości, cierpliwości, cierpliwości.

Joga dla kręgosłupa, to specjalistyczny zestaw ćwiczeń z ogromnego bogactwa jogi opracowany dla osób, które z różnych powodów utraciły sprawność i giętkość ruchów oraz dla tych, którzy z uwagi na wykonywaną, siedzącą pracę, szczególnie przy komputerze, powinni zadbać o kondycję swojego kręgosłupa.

Na zajęciach jogi kręgosłupa jest dość tłoczno. Czasami mata leży przy macie, a niektóre ćwiczenia wykonuje się „na zakładkę”. Odpowiednio dobrane zestawy ćwiczeń rozluźniają i następnie mobilizują do prawidłowego wysiłku określone partie mięśni i ścięgien. Sesja trwa półtorej godziny. Pomiędzy ćwiczeniami nauczyciel wprowadza elementy nauki prawidłowego oddechu. Całość zajęcia ma swoją dynamikę: od spokojnych ćwiczeń, poprzez coraz bardziej intensywne, aż do cudownego relaksu na zakończenie sesji.

Nauczyciel cierpliwie pokazuje ćwiczenie, następnie prowadzi je, omawiając po kolei każdy szczegół, zwracając baczną uwagę na poprawność jego wykonania przez uczestników i korygując błędy w razie potrzeby. Niektóre osoby, z uwagi na szczególne problemy zdrowotne są prowadzone indywidualnie.

Ogrom satysfakcji po odbytej sesji jest najlepszym miernikiem wartości wykonanego wysiłku fizycznego. Bez względu na wiek.

P.S. Magda po siedmiu latach ćwiczeń połączonych z klasyczną rehabilitacją zdobyła swój pierwszy szczyt: weszła po schodach. Bez bólu.

 

Otyłość – choroba cywilizacyjna

Sygnały organizmu

Gdy zapala się czerwona lampka dla organizmu, gdy kilogramów przybywa, gdy zaczynają się problemy z nadciśnieniem, żylakami, cukrzycą, to jest sygnał, że właśnie zaczyna się jedna z najgroźniejszych chorób współczesnej cywilizacji: otyłość. Co się stało? Jak mogło do tego dojść? – zadajemy sobie wówczas pytanie.

Otyłość jest definiowana przez Światową Organizację Zdrowia jako choroba przewlekła, na której przyczynę składa się wiele czynników. Charakteryzuje się zwiększeniem masy tkanki tłuszczowej u kobiet powyżej 30% wagi całego ciała, u mężczyzn zaś powyżej 25% ciała. Otyłość rozprzestrzenia się po całym świecie. Jest przyczyną wielu chorób i zaburzeń metabolicznych. Najłatwiej obliczyć poziom otyłości korzystając ze wskaźnika BMI (Body Mass Index – wskaźnik masy ciała) obliczając go przez podzielenie masy ciała podanej w kilogramach przez kwadrat wysokości podanej w metrach. Za normę przyjmuje się BMI w granicach od 18,5 do 24,99 (poniżej, to niedowaga). O nadwadze mówimy, gdy wskaźnik BMI dochodzi od 25 do 29,9. Gdy BMI przekracza 30 do 34,9, mamy do czynienia z otyłością I stopnia i zwiększone ryzyko chorobowe. W przedziale BMI od 35 do 39,9 mieści się otyłość II stopnia, ze znacznie zwiększonym ryzykiem chorobowym. Od BMI 40 i powyżej, to otyłość III stopnia o bardzo zwiększonym ryzyku zachorowań.

Otyłość bezpośrednio wpływa na jakość życia człowieka. U wielu osób powoduje przede wszystkim spadek zadowolenia z siebie samego i z życia, obniża samoocenę, izoluje od ludzi. Osoby otyłe nie są atrakcyjne na rynku pracy, wcześniej przechodzą na rentę, wpadają w trudną sytuację materialną, co zwiększa ich dyskomfort psychiczny. Koło się zamyka. Niskie dochody uniemożliwią realizację najprostszych potrzeb socjalnych, a co mówić o przyjemnościach czy realizacji hobby, zainteresowań? Człowiek otyły nie może zaakceptować własnego wyglądu, a obniżona samoocena często prowadzi do zaburzeń okołodepresyjnych, a nawet do depresji.

Pomoc w otyłości

Jak zatem wyjść z zamkniętego kręgu? Czy są jakieś szanse dla osób dotkniętych otyłością, a zwłaszcza otyłością II i III stopnia?

Czytaj dalej „Otyłość – choroba cywilizacyjna”

Na warszawskiej imprezie

IMG_20171126_104417

No i kto by pomyślał, że i my będziemy miały swoje stoisko i poprowadzimy warsztaty na renomowanej imprezie warszawskiej pod nazwą Wielki Kiermasz Bożonarodzeniowy Mojego Mieszkania 2018.

 

20171126_093412_resized

Rozmach imprezy robi wrażenie.

 

W programie, oprócz stoisk z rękodziełami, warsztaty fotografii i stylizacji kadru, warsztaty kreatywnego dziergania, zrób to sam, pokaz florystyczny i, i, i.

 

Nasze Pro prezentowały swoje wyroby, co spotkało się z zainteresowaniem także przedstawicieli prasy.

 

Nasze Artystki, Asia i Jola poprowadziły warsztaty. Asia pokazywała sztukę decoupage dorosłym i dzieciom, Jola – malowanie na szkle. Zarówno dla zwiedzających, jak i kupujących ciekawostką była informacja, że nasze wyroby powstają z surowców wtórnych.

Tradycyjnie, największym powodzeniem cieszyły się nasze brokatowe gwiazdki, wykonane z rolek papieru toaletowego. Wiele z nich jest autorstwa Ani, która także pełniła obsługę prasową. Miałyśmy także wsparcie młodej generacji, dzięki której zaproszeniu mogłyśmy uczestniczyć w tym święcie rękodzieła. To Patrycja, która poprowadziła także warsztat robienia koszyków szydełkiem i pięknych, kolorowych dywaników.

20171126_093603_resized

Na stoiku pyszniły się także bombki karczochowe, które wykonała Marysia. Dodam tylko, że po tym spotkaniu skoczyła nam bardzo oglądalność bloga, z czego bardzo się cieszę!

Kobieta potrafi

Idąc z wizytą do naszej podolog (patrz zakładka A może o urodzie) nawet nie przypuszczałam, że spotkam tam niezwykłą kobietę 50plus. Pani, która właśnie przyszła na manicure urzekła mnie barwą swego głosu. O takim głosie mówi się, że jest słodki. Okazało się, że Pani pracuje w żłobku, jako opiekunka do dzieci. Za oknem było już ciemno, a małe przytulne pomieszczenie zachęcało do zwierzeń. I faktycznie, nawiązała się bardzo miła i szczera rozmowa. Pani Jola opowiedziała mi o tym, jak po wielu latach oddanej pracy w biurze korporacji została zwolniona w wieku 48 lat. Świat zawalił się jej w jednej chwili, tym bardziej, że poczuwała się do odpowiedzialności za rodzinę. Ale nie można się załamywać, trzeba szukać szybko nowego zajęcia – myślała zmotywowana. Jedno spotkanie, drugie, dziesiąte. Mijał miesiąc, kolejny i następny. Na rozmowach rekrutacyjnych przeważały dwudziestokilkulatki z językami, kilkoma fakultetami. Joli utkwiło szczególnie spotkanie w urzędzie, gdzie na jedno miejsce pracy w sali zebrano na egzamin rekrutacyjny ponad 100 osób … Mijały kolejne miesiące, aż zrobiły się z tego trzy lata.

Pewnego dnia Jola zaczęła się zastanawiać, co właściwie lubi robić? W tym samym czasie znajoma poprosiła ją o pomoc przy swoich dzieciach. To było olśnienie. Jola zdała sobie sprawę, że praca z dziećmi jest jej powołaniem. Szybko podjęła decyzję i zapisała się na kurs opiekunek dzieci. Potem wszystko spłatało się ze sobą w logiczny łańcuch zdarzeń. Zaczęła pracę w prywatnym żłobku. Żłobek po jakimś czasie właścicielka zamknęła i wyjechała za granicę. Nasza bohaterka dostała pracę w innym.  Minęło trochę czasu na zbieranie zawodowego doświadczenia i Jola podjęła pracę w żłobku państwowym.

Cały czas doszkala się, uczestniczy w kursach zawodowych i jest mocno przeświadczona, że wykonuje pracę, która daje jej masę satysfakcji. Kocha dzieci i znalazła swoje miejsce na rynku pracy.

Słuchając opowieści Joli nie mogłam wyjść z podziwu nad jej niezwykłą historią. Co za wspaniały człowiek! Potrafiła przekuć upadek zawodowy w pasję, która daje jej siłę i spełnienie. Prawdziwa ProKobieta!

 

Maseczka na zimę

Zbliża się powoli pora roku, kiedy światła dziennego jest niewiele, na dworze zimno, szaro, lada chwila pojawi się mróz. Z dworu wchodzimy do ciepłych pomieszczeń i dla skóry jest to szok. Wszystkie te zmiany temperatury i wilgotności niezbyt lubi nasza skóra. Co zatem zrobić w ramach codziennej pielęgnacji, aby nieco dopieścić naszą buzię?

W drogeriach znajduje się masa najróżniejszych produktów, dobranych do właściwości określonej cery. No właśnie, jaką mamy cerę? W zasadzie wyróżnia się cztery typy cery, czyli normalną, tłustą, suchą i mieszaną. Wśród nich dopiero wyróżnia się podział na kilka podtypów: na odwodnioną, wrażliwą, naczyniową, trądzikową, dojrzałą. W zależności od tego, jaką mamy cerę, dobieramy właściwy pakiet pielęgnacyjny.

W sprawie określenia rodzaju cery najlepiej skonsultować się z kosmetyczką. Czasem można trafić na gabinet, gdzie przed przystąpieniem do zabiegu, kosmetyczka bada nam komputerowo skład skóry i ze zdziwieniem się dowiadujemy, że mamy  skórę… odwodnioną, mimo, że uważaliśmy, że jest wrażliwa. Tak, tak, niespodzianki się zdarzają.  Dlatego warto tę sprawę skonsultować zawsze z doświadczonym fachowcem.

Na pewno przed wyjściem na powietrze stosujemy kremy półtłuste lub tłuste, w zależności od cery – z dobranym filtrem.

A raz na jakiś czas można dodatkowo zafundować sobie maseczkę, która dopieści naszą buzię. Bierzemy pół żółtka i dodajemy do niej kilka kropelek oliwki z oliwek. Dla bardziej wyrafinowanego zapachu możemy dodać jedną kroplę esencji różanej (nie więcej, jest bardzo intensywna!), To jeszcze nie wszystko, pora teraz na bombę wszystkiego, co najlepsze, czyli łyżeczkę miodu. Powoli mieszamy, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Taka miksturką rozprowadzamy pędzelkiem lub – co ostatnio bardzo modne – piórem na twarzy. Włączamy cichutko ulubioną muzykę, na oczy kładziemy płatki waty zmoczonej w ciepłej esencji z herbaty lub rumianku czy świetlika. Kładziemy się wygodnie, przykrywamy się kocykiem i odpoczywamy 20 minut. Po tej sesji relaksu, powoli zmywamy twarz ciepłą wodą i wklepujemy odżywczy krem. Sama błogość!

 

Pomysł na smalczyk

 

img_20171120_184828.jpg

Na zdjęciu przykład, jak można pięknie opakować słoiczki z przetworami, według autorstwa Eli. Podobnie można przyozdobić słoiki ze smalczykiem.

Jak zrobić smalczyk?

Składniki: 1 kg słoninki bez skóry, 3 kawałki kiełbaski wędzonej, 1-2 ząbki czosnku, sól, majeranek

Słoninkę mielimy lub kroimy w drobną kosteczkę. Kroimy też drobno, a nawet rozcieramy wędzoną kiełbaskę (bez skórki). Najpierw powoli wytapiamy słoninkę na małym ogniu, solimy, dodajemy na kilka chwil czosnek, a gdy lekko się zezłoci, wyjmujemy go z garnka. Dodajemy do wytapianej słoniny wędzoną kiełbaskę. Uważamy, aby kiełbaska się nie przypaliła i dalej wytapiamy. Dodajemy dużo mejeranku, roztartego w dłoniach. Gotowe!

Wystudzony smalczyk przelewamy do słoiczków, pięknie przyozdabiamy i jeden – dwa przynosimy na stolik ProKobiet na Gwiazdobranie.  Zamiast kiełbaski wędzonej można dodawać inne składniki, np. boczek wędzony, jabłko z cebulką, cebulkę z majerankiem itp.., według własnej kreatywności.

 

Melancholijnie…

SAVE_20171121_073532Wprawdzie roboty huk i przygotowania do Gwiazdobrania idą pełną parą, to jednak ProKobieta potrzebuje także odpoczynku i relaksu. W tę potrzebę świetnie wkomponował się koncert „Deszczowa piosenka”, który miał miejsce w warszawskim Aleksandrowie. Przy pełnej sali wystąpili: Ewa Kołudow (śpiew), Adam Tkaczyk (śpiew, gitara) i Andrzej Sajdak (instrumenty klawiszowe). Repertuar, świetnie dobrany do otaczającej nas jesiennej aury, pozwalał na chwilę zadumy, ale też wesołego współśpiewania z artystami. Uroczy wieczór, miłe dla ucha piosenki, niektóre nawet z okresu międzywojennego, które znam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa, gdy śpiewała je moja babcia, np. Ada, to nie wypada…, poprzez szlagiery powojenne aż do współczesnych znanych i lubianych przebojów z repertuaru Czesława Niemena, Seweryna Krajewskiego, Zbigniewa Wodeckiego czy Stana Borysa, a także innych artystów. Sympatycznie, tanecznie i miło dla ucha – świetny relaks przy dobrej muzyce w dobrym wykonaniu.

Klubowy zawrót głowy

IMG_20171120_185624W klubie zbiórka darów na aukcję i fanty na loterię Gwiazdobrania i Dawania. Ala podarowała piękny, stylowy zegar, który kupiła w Czechach, Asia – wykonaną przez siebie pracę upamiętniającą czas istnienia szlachetnego darczynienia w Józefowie w formie Gwiazdobrania….

Małgosia przyniosła egzemplarz zaprojektowanego przez siebie kalendarza  z fotografiami z miejsc, które uwieczniła podczas swojej wędrówki po Polsce – wręczyła z uśmiechem Ewie. Małgosi towarzyszyła spokojna i cierpliwa Bella.

Ela podarowała namalowany przez siebie obraz Róże. Bożenka przyniosła swoje dwie książki. Jola ofiarowała obraz ze złotym koniem, a Jej mąż, Ben, – swoją książkę z wierszami. Ela przyniosła także słoiczki z przetworami.

Ewa demonstruje kalendarz Małgosi. IMG_20171120_184627

                          Nasz stolik zaczął się zapełniać.IMG_20171120_184819

Koperty na Stolik Życzeń już jutro

 

IMG_20171024_124553

 

Na 20 listopada (poniedziałek w klubie) przynosimy koperty na Stolik Życzeń, tzn. do kopert wkładamy krótki tekst – fragment wiersza lub aforyzm. Kopertę adresujemy według własnej kreatywności. Przygotowałam dziś czternaście, wycięłam koperty, poskładałam, skleiłam, włożyłam małe karteczki z aforyzmami o miłości, przyjaźni, marzeniach i samomotywacji, podpisałam. Sama przyjemność. Na 20 listopada!

Kwaszonka warzywna

W naszym Kąciku Kucharskim proponujemy dziś przepis na kwaszonkę warzywną. Jest on o tyle aktualny, że w zasadzie kwaszonkę możemy zrobić z dowolnych warzyw nawet teraz. Bożenka mówi, że kwaszonkę warzywną zrobiła po raz pierwszy w życiu i nie była pewna rezultatu, ale wynik przeszedł oczekiwania. Kwaszonka jest znakomita. W pierwszym smaku jest oczywiście kwaśna, potem już nie czuje się tego, za to czuć smak i aromat warzyw, na końcu pozostaje lekki posmak papryczki, o ile się ją doda na wierzch, ale o tym już w przepisie.

Co potrzeba: 3,5 kg warzyw (papryka, ogórki, fasolka, marchewka, pietruszka, pomidor i… i… i… co kto lubi), 50 dag małej cebulki, dla odważnych także malutkie suszone papryczki chili, przyprawy: ząbki czosnku, suche łodygi kopru z nasionami (niekoniecznie), kilka ziaren gorczycy, jak ktoś lubi, może pieprzu, 6 dag soli, 12 szklanek wody. Robimy solankę, czyli do przegotowanej wody wsypujemy sól i mieszamy do rozpuszczenia.

Do wymytych i wyparzonych słoików ciasno układamy warzywa. Na samym wierzchu można położyć kawałeczek papryczki chili. Jedni zalecają wkładać całe warzywa lub pokrojone, ja zrobiłam drobno pokrojone. Zalewamy kwaszonką warzywną na taką wysokość, aby pokryła wszystkie warzywa. Niektórzy proponują, aby powierzchnię kwaszonki dodatkowo pokryć warstwą oleju. Kwaszonkę przez 4 – 5 dni przetrzymać w temperaturze pokojowej, bo się trochę burzy (odkryta). Następnie przenieść do chłodnego pomieszczenia. Jeśli pojawi się pleśń, należy ją usunąć.

2016_10_27_kwaszonka

Sławna szarlotka Grażynki

Składniki: 2,5 szkl. mąki, 5 żołtek jaj,  1/3 szkl. cukru, 1/2 szkl. kaszy manny, 1 masło, 2 łyżki śmietany, 2 łyżeczki proszku do pieczenia. Beza: 5 białek  3/4 szkl. cukru. Jabłka duszone 1,5 -2 kg
A oto i przepis, który zdradziła nam Grażynka:

Ciasto: z podanych składników zagniatamy ciasto, dzielimy je na dwie porcje (2/3 i 1/3) i pakujemy w woreczki foliowe. Większą porcję wkładamy do lodówki, mniejszą do zamrażalnika. Przygotowujemy nadzienie: jabłka (antonówka, szara reneta) obieramy, kroimy na mniejsze kawałki, wkładamy do garnka, podlewamy  kilkoma łyżkami wody i dusimy, często mieszając. Pod koniec duszenia wsypujemy trochę cukru (według uznania). Blaszkę smarujemy masłem i posypujemy bułka tartą. Większą porcją ciasta wykładamy blaszkę, wylepiamy też boki blaszki na 2-3 cm. Zapiekamy ok. 20 minut w temperaturze 180 stopni. Na podpieczone ciasto wykładamy duszone jabłka. Z białek i cukru robimy bezę, wykładamy ją na jabłka i na to ścieramy pozostałe ciasto z zamrażarki. Całość pieczemy ok. 40 min. W 180 stopniach. Pilnujemy, żeby wierzch ciasta nie przypalił się, w razie potrzeby, należy ciasto przykryć folia aluminiową. Potem to tylko smakować.

Trufle czekoladowe

trufle

Któż nie pamięta słodkiego smaku dzieciństwa? Mnie przypominają się trufle, które mama przygotowywała na specjalne okazje, albo, gdy chciało się szybko coś słodkiego. Przepis mam do dziś i przyznam, że niezmiernie rzadko z niego korzystam przy obecnej obfitości wszelkiego rodzaju rarytasów dostępnych prawie na każdym rogu ulicy. Tym większym zaskoczeniem okazało się dla mnie, że dysponując dodatkowym oprzyrządowaniem współczesnych mikserów, niezmiernie łatwo jest zrobić trufle. Pamiętam czasy, gdy drewnianym tłuczkiem do mięsa ugniatałam herbatniki, czy na tarce tarłam czekoladę. Dzisiaj, zrobione przeze mnie trufle, zajęły mi niewiele czasu, wieczorkiem, po przyjściu z pracy, ot, tak dla przyjemności, ale i z myślą o andrzejkowych smakołykach. U nas Andrzejów pod dostatkiem, chyba każdy ma jakiegoś andrzejkowego Andrzeja, więc zrobione trufle mogą być znakomitym uzupełnieniem baśniowego wieczoru, spędzonego przy laniu wosku. A nawet, jak nie mamy wśród nas Andrzeja, to trufle i tak pasują w ten niezwykły czas. Co potrzebujemy? Składniki: 1 duża paczka herbatników (w przepisie jeszcze mam zapis, że potrzebne są 4 małe paczki), ¾ szklanki cukru pudru, 2 łyżki kakao, 1 kieliszek alkoholu (ja dodałam nalewkę z pigwy), 1 masło, zapach rumowy. Do obtaczania trufli wystarczy 1 tabliczka gorzkiej czekolady lub czekolada w proszku.

Teraz zaczyna się mielenie w mikserze. Najpierw herbatniki. Kilka sekund, z herbatników powstaje jasny pył, który wsypujemy do miski. Miksujemy też kawałki czekolady i wysypujemy ją na talerzyk. Pozostałe składniki łączymy ze zmielonymi herbatnikami i za pomocą kręconych końcówek miksera cierpliwie miksujemy, aż do uzyskania miękkiej masy. Dłońmi nabieramy niewielką ilość masy i wyczarowujemy małe kuleczki. Kładziemy na talerzyk z czekoladą. Lepiej zrobić kilka kulek i dopiero wówczas obtaczać dwoma paluszkami, żeby się zbytnio nie pobrudzić.  Gotowe trufle układamy starannie na dowolnym talerzyku deserowym. Chowamy na kilka godzin do lodówki. Smacznego!

Trzmielina

trzmielina

To jedna z bardziej wdzięcznych roślinek, pasujących do leśnych ogrodów. Jej zimozielone listki ubarwiają zimowy krajobraz ogrodu. Posadzona w półcieniu mieni się różnorodnością kolorów – tam, gdzie dochodzi więcej słońca, jest jasno-żółta, w cieniu – zielona. Posadzona przy murku, zgrabnie wspina się w górę, tworząc wielolistną ozdobę. Ta mała krzewinka może także występować w postaci pnączy i drzew. W Polsce, w stanie naturalnym, występuje trzmielina pospolita. Najpopularniejsza w polskich ogrodach, trzmielina fortune’a ma wiele odmian, co pozwala na tworzenie interesujących kompozycji. Istotne, że trzmielina wytrzymuje mrozy i susze, a gdy zdarzy się jednak, że przemarznie, to bardzo szybko regeneruje się. Jej uprawa nie sprawia żadnych problemów. Możemy ją sadzić na stanowiskach słonecznych i półcienistych. Ale znosi także miejsca zacienione. Dobrze, gdy wybraliśmy dla trzmieliny miejsce zaciszne. Najlepiej udaje się na żyznym, próchniczym podłożu. Trzeba tylko pamiętać o jej podlewaniu. Trzmielinę dobrze jest przycinać, wtedy można tworzyć ciekawe kompozycje. Rozmnaża się z łatwością, poprzez sadzonki i poprzez odkłady. Cięcie (wiosną, w czerwcu i w pierwszej połowie sierpnia) powstrzymuje trzmielinę przed zakorzenianiem i tworzeniem korzeni przybyszowych. Trzmielina ładnie wygląda posadzona przy siatce, murku, a nawet pod drzewem. Można tworzyć z niej obwódkowy żywopłot. Owoce trzmieliny zwyczajnej od dawna wykorzystywane były w ziołolecznictwie. Syrop z owoców z trzmieliny znany był jako środek pobudzający wydzielanie żółci, moczu i potu. Ma właściwości wzmacniające i uszczelniające naczynia krwionośne. Używany także przy przeziębieniach w formie herbatek. Jednak surowe owoce trzmieliny są trujące. Ostrożnie z trzmieliną przy dzieciach, a i sami uważajmy i nie dotykajmy jej owoców.

Jesień, to również pora, gdy możemy zdecydować, czy podejmiemy się przez całą zimę dokarmiać ptaki. Jeśli jesteśmy pewni, że starczy nam samozaparcia i dyscypliny w dosypywaniu ptasiej karmy, to już jest czas, gdy możemy zacząć przyzwyczajać ptaki do wybranego przez nas miejsca, w którym stale będziemy wykładać dla nich pokarm. Będzie to szczególnie pouczające dla dzieci i młodzieży, aby przyzwyczajać je do opieki nad słabszymi, w tym przypadku – ptakami.

Śnieguliczka

 

Gdy spacerujemy po Józefowie, oczy przykuwają wypielęgnowane ogrody. Zgodnie z nowymi trendami, przeważają u nas rośliny całoroczne, praktyczne to i łatwiejsze w uprawie. Jednak tu i ówdzie, szczególnie w starszych ogrodach, można jeszcze spotkać nieco zapomniany, ale pożyteczny krzew – śnieguliczkę. Mimo, że na zimę traci liście, to na jej pędach długie miesiące utrzymują się białe owoce – jagody.

snieguliczka

Krzew najlepiej rośnie w półcieniu i w słońcu. Śnieguliczki najczęściej sadzone są w grupach, na żywopłoty. Kwitną od czerwca do lipca. Nie maja dużych wymagań glebowych. Nasadzając śnieguliczkę trzeba pamiętać o wiosennym cięciu prześwietlającym, a latem o cięciu formatującym żywopłot. Zachęcam do sadzenia małej grupy śnieguliczek w ogrodach z uwagi na ich miododajne właściwości. W tej chwili powinniśmy wszyscy włączyć się w ochronę pszczół, bo bez nich nie ma pożywienia dla człowieka. Masowe ginięcie pszczół dotyka także Polskę. Stąd potrzeba większych starań o czyste powietrze, także w naszym najbliższym otoczeniu. Jeśli widzisz, że Twój sąsiad pali w piecu trujące odpady, wyjaśnij mu, że źle czyni. Jeśli nie zrozumie, powiadom służby odpowiedzialne na ochronę środowiska w gminie. Naukowcy dowiedli, że poza zanieczyszczeniem środowiska oraz innymi uwarunkowaniami, pszczoły miodne cierpią na niedożywienie spowodowane jednolitym pokarmem: zimą karmione są syropem cukrowym lub cukrem, a latem zapylają jeden rodzaj roślin, uprawianych na dużych monokulturach. Jeśli więc możemy „zaprosić” pszczoły i trzmiele na obiadek do naszego ogrodu na kwiaty śnieguliczki – zróbmy to! Z kolei owoce śnieguliczki są chętnie zjadane przez ptaki, zwłaszcza drozdy. Ptaków u nas pod dostatkiem. Jednak pamiętajmy, że tam, gdzie są dzieci, nie sadzimy śnieguliczki, ponieważ jej owoce są trujące. A tak dla przypomnienia, to kto nie przydeptywał w dzieciństwie butami owoców śnieguliczki? Trzaskało, że aż przyjemnie!

Wrzosy

Wrzosy, to kwiaty jesieni. Nie może ich zabraknąć w ogrodzie, w którym nadają ożywczej barwy dominującym żółciom, brązom i czerwieniom. Wrzosy, te maleńkie krzewinki są urokliwe i tajemnicze jednocześnie. Przywołują na pamięć babcine opowieści, jak to we wrzosach chowały się żmije… W herbie Józefowa także mamy złotego węża Eskulapa, okręconego wokół złotej laski. Wrzos rozpościera swoje gałązki na ziemi. Ma drobne listki o igiełkowatym kształcie. Wrzosy są zimozielone. Dzwonkowate, różowoliliowe kwiatki przykuwają wzrok swoją skromnością i pięknem. A że tajemnicze? Zachęcam do przeczytania pięknej i pouczającej baśni Ireny Kwinto pod tytułem „Biały wrzos”.

Wwrzosrzos jest wykorzystywany w zielarstwie, w przemyśle spożywczym, kosmetycznym czy piwowarskim. Napar z kwiatów wrzosu od dawien dawna używany jest jako środek moczopędny i odkażający (po jedzeniu) lub jako środek regulujący trawienie (przed jedzeniem).

 Kwiaty wrzosu działają relaksacyjnie na zmysły węchu, warto więc po całym dniu zrobić sobie kąpiel z suszu wrzosu przy świecach.

Wycieczka do Gruzji

 

20170808_103535_resized
Ten biały ośnieżony szczyt to Kazbek o wys. 5033 m n.p.m.

I oto kolejna opowieść o wspaniałej podróży, tym razem Ania dzieli się z nami swoimi przeżyciami ze szlaku objazdowej wycieczki do Gruzji. Trasa była całkiem długaśna.

Wycieczka zaczęła się od zwiedzania Batumi. Pamiętacie piosenkę Filipinek: Batumi, ech, Batumi, herbaciane pola Batumi… No i Ania wszystko to widziała na własne oczy! Dziś Batumi jest  najbardziej znanym kurortem nadmorskim Gruzji. To właśnie tutaj turyści mogą przespacerować się jedną z najdłuższych na świecie promenad. W Batumi można podziwiać urocze uliczki, eleganckie kamienice, świątynie różnych wyznań i tropikalną roślinność.Trudno oprzeć się urokowi śpiewających fontann. Dla zainteresowanych – kluby nocne. Koniecznie trzeba obejrzeć delfinarium.

Atrakcji jest wiele, trudno zliczyć wszystkie. Ania zwiedziła starą i nową część miasta, promenadę z Wieżą Alfabetu i rzeźbą „Ali i Nino”, plac i statuę Medei nawiązującą do mitu o złotym runie – aż ciarki przechodzą po plecach na to spotkanie ze starożytną historią. Następnie przejazd do Kutaisi. Miasto zamieszkałe jest od … 4000 lat, było ono stolicą antycznego królestwa Kolchidy, do którego przybył mityczny Jazon z Argonautami po złote runo. W Kutaisi zwiedzali katedrę Bagrati, jak również klasztor Gelati (znajdujący się liście UNESCO), zobaczyli też nowy budynek parlamentu i fontannę Kolchidy.

Gruzja skalne kosciol

Kolejny przystanek, to Tbilisi. W stolicy Gruzji jest wiele do oglądania, ot, choćby największa budowla sakralna Zakaukazia – katedra Trójcy Świętej. Potem wjazd kolejką linową na Narikalę – starożytną twierdzę wznoszącą się nad Tbilisi z przepiękną panoramą miasta. Spacer Aleją Rustawelego – najdłuższą ulicą w Tbilisi, rozciągającą się pomiędzy placem Wolności a placem Rewolucji Róż. Znajduje się przy niej m.in. stary parlament, Muzeum Narodowe, jak również liczne galerie, teatry i kawiarnie.

Potem prawdziwe wyzwanie: wyprawa w stronę Wysokiego Kaukazu krętą, górską Gruzińską Drogą Wojenną. Pierwszym przystankiem był punkt widokowy przy położonej nad Jeziorem Żynwalskim fortecy Ananuri. Następnie, pokonując Przełęcz Krzyżową dotarli do Stepantsmindy (dawniej Kazbegi). Stąd podziwiali szczyty Kaukazu: masyw Kazbek o wysokości 5033 m n.p.m. Tu przesiedli się do samochodów terenowych i pojechali do kościółka Cminda Sameba. Fotografie tej XIV w. świątyni są ozdobą wszystkich albumów i przewodników po Gruzji.

 Kolejne miejsce, to Mccheta, pierwsza historyczna stolica i religijne centrum Gruzji, wpisana na listę UNESCO. Położona jest przy trakcie handlowym łączącym Morze Czarne z miastami na wybrzeżu kaspijskim. Przez kilka wieków Mccheta była stolicą gruzińskiego królestwa Iberii. W 317 r.  król Mirian III przyjął chrześcijaństwo i dlatego miasto stało się siedzibą najwyższych władz Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Grupa odwiedziła katedrę Sweti Cchoweli, która przez stulecia była miejscem koronacji i pochówku władców Gruzji. W niej – jak głosi lokalna wieść, złożona jest szata Chrystusa. Wjechali też na punkt widokowy przy kościele Dżwari.

 

Dalej ruszyli do Gori, miasta, które zostało ufundowane przez jednego z najsławniejszych władców Gruzji, Dawida IV Budowniczego (1089–1125). Później przejazd malowniczą trasą do Wardzi, skalnego miasta-klasztoru usytuowanego na zboczu góry Eruszeti. W średniowieczu Wardzia służyła jako schronienie podczas najazdów mongolskich; była jednym z najważniejszych miast Gruzji. Mogło tu mieszkać nawet do 60 tys. ludzi. Później Wardzia została przekształcona przez królową Tamarę z obronnej fortecy w zespół rezydencjalno-klasztorny. Kompleks wykuty jest w zboczu górskim na kilkunastu poziomach, centrum jego stanowi kościół Wniebowzięcia z XII w. z bogatymi freskami. BRAK SŁÓW NAD TYM CUDEM NATURY I PRACY LUDZKICH RĄK.

Następnie wizyta w Achalciche, gdzie zwiedzili twierdzę Rabati z XII w., położoną na wzgórzu w starej części miasta.

Aniu, dziękujemy za relację z tej wspaniałej wyprawy. Dzięki temu zwiedzamy wirtualnie świat – razem z naszymi podróżniczkami. Przysyłajcie więc swoje relacje z podróży.

 

Film w podróży

Film, o którym chcę opowiedzieć, wybrałam całkiem przypadkowo podczas lotu samolotem. Znużona długą podróżą szukałam komedii i mój wybór padł na pierwszy kolorowy obrazek ilustrujący film.

Zaczął się banalnie. Wiejski odmieniec, szukając swojej krowy znalazł ją pod drzewem. Wtedy chłopak doznał objawienia. Ukazał mu się Guru Dutta, sławny aktor bollywoodzki. Chłopak, krzycząc w niebogłosy, przebiegł przez całą wieś, w końcu wyznał wszystko swojej matce, która poprosiła go, aby zachował tajemnicę dla siebie. „Inaczej ludzie wezmą cię za wariata” – tłumaczyła kobieta. Jednak wieść o widzeniu chłopaka zdążyła lotem błyskawicy rozprzestrzenić się wśród mieszkańców wioski.

W tym samym czasie prominent regionu ostro krytykuje miejscowego notabla, zarzucając mu brak inicjatywy w działaniu na rzecz społeczności lokalnej. Sprytny przewodniczący pańciaratu (odpowiednik naszej rady gminy) organizuje więc zebranie, na którym zachęca miejscową ludność do budowy świątyni dla objawionego Dutty. To oczywiście pociąga za sobą całą gamę inwestycji: powstają drogi, wodociąg, centrum informacyjne, sklepy, kramy, domy noclegowe dla pielgrzymów, usługi dla przyjeżdżających. Do akcji wkracza ostry marketing – najsławniejsze stacje telewizyjne informują o cudzie. Tysiące pielgrzymów codziennie wręcz bombarduje wioskę. Przedsiębiorczy jej mieszkańcy zamieniają się – w razie potrzeby – w świętego męża, kompozytorów piosenek o cudzie, produkują od ręki płyty z nagraniami, kobiety prowadzą kafejki, sprzedają girlandy z kwiatów. Biznes kwitnie.

Dla krowy wieśniaka zbudowano specjalną klatkę, przystrojono ją kwiatami, ozdobami, pomalowano w różne kolory. Codzienny hałas oraz niewola przyspieszają zgon zwierzęcia. Chłopak rozpacza po starcie ukochanej krowy. Dziewczyna, która chce się za niego wydać, tłumaczy, że taka jest kolej rzeczy, jednak chłopak postanawia uciec z wioski do Bangalore, gdzie zamierza odnaleźć swojego guru, który porzucił wioskę z początkiem jej prosperity. Chłopak napotyka po drodze tajemniczego nieznajomego i dzieli się z nim wodą do picia. Mężczyzna wyznaje, że ukrywa się przed ludźmi. Gdy chłopak zdezorientowany sytuacją odchodzi i odwraca głowę na pożegnanie, mężczyzny już tam nie ma. Zniknął. Chłopak, zdumiony zajściem, wraca do wsi. Tym razem nikomu już nie opowiada o swoim widzeniu, pomny swojego dawnego postępku i jego konsekwencji. Spotyka go jednak niespodzianka.

Jego wioska jest odmieniona. Cała nowo wybudowana część jest pusta i cicha. Żadnych turystów, żadnego handlu. Jeden dziennikarz relacjonuje na żywo zaskakującą odmianę.

Uszczęśliwiony chłopak wraca do domu.

Film sympatyczny, dający do myślenia o naszej codzienności. O ważnych, wręcz egzystencjalnych zagadnieniach opowiada z lekkością, malując obrazy i nie narzucając rozwiązań. Pozostawia widzowi wybór. I nie da się o nim tak szybko zapomnieć.

Hotel Marigold

 

reżyseria: John Madden

scenariusz: Ol Parker

To film niezwykły. Niektórzy twierdzą, że jest komedią. Owszem, zawarta w nim spora doza inteligentnego humoru bawi, ale i zachęca do myślenia. Dramat – to z kolei określenie zbyt na wyrost.

Dla mnie jest to głęboki, psychologiczny film o relacjach międzyludzkich: międzypokoleniowych, międzykulturowych, wreszcie pomiędzy członkami rodziny czy pomiędzy kobietą a mężczyzną.

Film zachwyca na każdym poziomie: znakomita fabuła z filozoficznym podtekstem o sens i cel życia wraz z jasno sformułowaną odpowiedzią. Poddać się losowi, nie narzekać, doceniać trwającą chwilę, cieszyć się drobiazgami pomimo cierpienia, samotności i przeciwnościom losu, być potrzebnym dla innych. Takie trochę niemodne w dzisiejszej rzeczywistości wartości. Film pokazuje, że działaniem własnym i uważnością na innych otwieramy drzwi przyjaźni, miłości, przywiązaniu. Zdaniem twórców filmu dobro i wrażliwość na drugiego człowieka potrafią zdziałać cuda, także w nas samych.

Film dotyka bolesnych stereotypów: niechęci wobec obcych (tu: o innym kolorze skóry), braku szacunku i obecności w życiu społecznym srebrnego pokolenia. To stereotypy europejskie. W zderzeniu z realiami indyjskimi uwypuklono problem niedotykalnych (służąca) i małżeństw aranżowanych.

Film zachwyca malarskimi pejzażami i asocjacjami (wzbijający się ptak do lotu, jako symbol wyzwolenia z wieloletniego poczucia winy i jednocześnie wybaczenia, łagodnej śmierci). Plenery na indyjskich ulicach zaskakują prawdziwością. W tych scenach film ociera się o dokument. To również sceny typowe dla społeczeństwa indyjskiego w wielkim mieście: ryksze, gwar, klaksony aut, obchody świąt religijnych, uliczna kapela czy zabawna scena kupna na bazarze.

Wśród aktorów same osobowości, w tym znane gwiazdy kina Bollywood.

Historia jest pozornie prosta: kilkoro starszych Brytyjczyków z różnych środowisk, o różnym statusie materialnym i różnym stanie zdrowia lecą do Indii, zwabieni prospektem o hotelu w pałacu maharadży, aby spędzić w nim jesień życia. Tylko jedna kobieta, najbardziej przeciwna wszystkiemu, co niebrytyjskie, jedzie na przyspieszoną operację stawu biodrowego. To jedna z najgłębszych przemian, jakie dokonują się na miejscu i dość tajemnicza postać. Poznajemy także małżeństwo, które swoją polisę emerytalną oddali córce na źle zainwestowany interes. Pobyt w Indiach kończy się dla obojga bardzo zaskakująco. Przyjeżdża także wdowa, która przez 40 lat małżeństwa nie podjęła żadnej decyzji, zdominowana przez męża prowadziła dom, a po jego śmierci syn zadecydował o sprzedaży jej mieszkania (bo nie swojego) na pokrycie niespodziewanych długów ojca. Interesujący jest przebieg jej dalszego losu. Jest też kobieta, dla której życie bez partnera jest katastrofą, ucieka więc od roli babci i po przyjeździe do Indii rusza na łowy. Jest także samotny mężczyzna chcący czuć się jeszcze atrakcyjnym. Los przygotował mu niespodziankę. Poznajemy także geja, emerytowanego sędziego Sądu Najwyższego, który przez 40 lat pozostał wierny swojej miłości z młodych lat i żył w poczuciu winy za rzekomo wyrządzoną krzywdę. A na miejscu spotykamy przedsiębiorczych i mniej przedsiębiorczych Indusów. Świetnie grany młody gospodarz hotelu, pełen entuzjazmu i dobrych pomysłów, zakochany. Nieprzewidziane sytuacje prowadzą do zaskakującego, optymistycznego w końcu zakończenia. Dla starszych widzów to film do przemyśleń, dla młodych, interesujące, dwuwymiarowe spojrzenie na rzeczywistość. Hotel Marigold. Trzeba obejrzeć.

Pomysł na Andrzejki

Do propozycji andrzejkowych warto dodać sprawdzony i banalnie łatwy przepis na sernik gotowany. Ten rozkoszny serniczek królował dziś na stole.  I na dodatek serniczek jest tak łatwy do wykonania, że grzechem byłoby nie wypróbować samemu. A więc do dzieła Panie i Panowie! W co się zaopatrujemy?

serniczek01

Potrzeba: 1 kg sera w wiaderku (przeznaczonego do pieczenia), 5 jajek, 1 szklanka cukru, 1 cukier waniliowy, 200 g masła, 2 budynie śmietankowe, 200 ml mieszanki mleka ze śmietanką (w kartoniku), przy czym 100 ml śmietanki odlać na polewę (!). Na polewę: 100 ml śmietanki (tę, którą odlaliśmy wcześniej), gorzka czekolada, 1 łyżka masła. Papier do pieczenia. Przystępujemy do dzieła. Do garnka wkładam masło i cukier – opowiada Ela. Na mały płomień, po kilka sekund i podnoszę do góry, cały czas mieszając. Tak 3 razy. Jak się rozpuści, to dokładam jajka po 2 sztuki i znowu dokładnie mieszam. Znowu dodaję kolejne jajka i mieszam. Następnie dodaję ser. Całość zagotować, ciągle mieszając. (mikserem). Do mleka ze śmietanką dodać budyń, rozmieszać, dodać do gotującego się sera. Zagotować, ciągle mieszając. Gotowe!

Polecam pomysł Ewy podawania słodkości w towarzystwie nastrojowych świeczek w lampionach. Mała próbka na zdjęciach. Prawda, że i pomysłowe i piękne?

serniczek_02

Polewa: w kąpieli wodnej rozpuścić gorzką czekoladę, 100 ml śmietanki i 1 łyżkę masła. Blachę wyłożyć papierem, rozłożyć herbatniki, wlać ser gotowany. Przykryć herbatnikami. Wyłożyć na wierzch polewę. Smacznego!

ela-ciasto

Serniczkiem-pychotką częstuje Ela

Co z papryką na zimę?

16_2016_10_17_papryka

Rozmawiając o przygotowaniach produktów na Gwiazdobranie, zastanawiałyśmy się nad różnicą pomiędzy kiszonką a kwaszonką. Ela opowiadała, że dawniej kiszono grzyby z cebulką, bez dodatków, a kwaszonki, to zalewanie wodą z solą (1 łyżka na 1 litr wody). Jak już weszłyśmy na tematy kulinarne, to oczywiście nie zabrakło przepisu na fajną potrawę. Tym razem Asia zaskoczyła nas czymś naprawdę wyjątkowym.

Przepis Asi na paprykę: proporcje na kilogram papryki:
1. Papryce obciąć ogonek i wypatroszyć.
2. Włożyć, postawioną na ukrojonym zadku, do nagrzanego do 170˚C pieca.
3. Jak pojawią się czarne plamy na skórce, to nie dżuma, wyjąć i włożyć do miski. Przykryć szczelnie i poczekać do wystygnięcia.
4. Obrać ze skórki, nie boli.
5. ZOSTAWIĆ SOK Z PAPRYKI!
6. Pokroić wedle upodobania: w paski, w kostkę, kółeczka, gwiazdeczki, wedle inwencji twórczej.
7. Włożyć do słoików o dowolnej wielkości: pokrojony czosnek, porwane listki bazylii, suche oregano. Ilość przypraw dodać wedle uznania. Ułożyć w słoikach paprykę – nie za ciasno.
8. Zalewa: sok z papryki posłodzić, posolić, popieprzyć, dodać sok z cytryny i spróbować czy smakuje. Nie? Udoskonalić. Dodać proporcjonalnie 1/3 oliwy z oliwek. Jeżeli ktoś nie lubi jego smaku niech eksperymentuje. Nie robiłam z innym. Wymieszać. Postawić na gazie i podgrzać bardzo, ale NIE ZAGOTOWAĆ.

9. Zalać paprunie. Zakręcić słoiki.
10. Pasteryzować 20 minut od zagotowania. Ma się gotować tylko-tylko, jak rosołek.
Wyjąć, postawić na pokrywie.
Wystygną i do spiżarni.
Może i coś smacznego z tego wyjdzie.
Przed podaniem spróbować, czy faktycznie wyszło zjadliwie.

Warsztaty „Na zdrowie!”

IMG_20171110_185934

 

 

 

Nawet nie miałam pojęcia, że warsztaty z robienia kwaszonek mogą być tak atrakcyjne. Wraz z kilkoma koleżankami gościłyśmy w Wawerskim Centrum Kultury – filii w  Aleksandrowie, gdzie Karolina Kudłacik z Pracowni „Jajko” poprowadziła zajęcia o fermentacji i kiszeniu.

 

Warunki do pracy okazały się znakomite, przestronny stół, przygotowane stanowiska dla każdej z uczestniczek (panów, o dziwo! nie było) i duuuużo miejsca dla każdej z nas.

Czytaj dalej „Warsztaty „Na zdrowie!””

Listopadowo

IMG_20171101_124049_AO_HDR

Niezwykły czas. Chwila refleksji i zatrzymania się w biegu codzienności. Moment zadumy, czasem żalu. Wspominamy naszych bliskich, którzy odeszli na zawsze. Zapalamy znicze przed miejscami pamięci o poległych rodakach. Dla niektórych z nas to pierwsze takie święta bez bliskiej nam osoby – naszej mamy lub taty… Chwile szczególnie bolesne, gdy trwa jeszcze żałoba po zmarłym. Zostajemy z naszym osamotnieniem. Trzeba dać sobie czas na przeżycie żałoby i zrozumienie, że jednak doświadczenie śmierci należy także do przeżywania życia. Może to właśnie stanowi o jego tajemnicy?

Zapalamy lampkę pamięci o naszych bliskich, ale i o nieznajomych, o których nie ma już komu pamiętać. Przemijanie.